DOMY BEZDOMNE

(1 opinia klienta)

To opowieść o cegle, kulturze chłopskiej, przemianie Górnego Śląska i o tym, czym jest dom. I jeszcze o idealistach, którzy próbują ocalić przeszłość. Bo jeśli nie wiesz, skąd jesteś, nie wiesz, kim jesteś.

Brak w magazynie

Kup E-BOOK 18.00 
Kategoria: Tag:

Autor: DOROTA BRAUNTSCH

Seria: Reporterska

Rok wydania: 2019

Liczba stron: 208

Okładka: Zintegrowana

ISBN: 9788365970329

Opis

Właściwie wypalone cegły, jeśli uderzyć jedna o drugą, wydają dźwięczny ton i są wiśniowe, prawie bordo. Na cegłę mówiono: palcówka – bo często, ten, kto ją robił, zostawiał w niej odciski palców. Na dom potrzeba pięćdziesiąt tysięcy wiśniowych palcówek. Buduje się dla innych. Nie tylko dla dzieci i wnuków, ale dla otoczenia. Dla miejsca. Żeby nie zepsuć przestrzeni, nawiązać z nią relację, wtopić się w krajobraz. Ale dom żyje, dopóki żyje w nim człowiek.

„Kto zdążył, ten wyburzył” – słyszy Dorota Brauntsch. Bo murowane domy chłopskie na ziemi pszczyńskiej z XIX i początków XX wieku wreszcie zostały uznane za zabytki, dowód kultury, a więc podlegają ochronie. Tylko że prawie wszystkie już zniknęły… I nadal znikają.

To opowieść o cegle, kulturze chłopskiej, przemianie Górnego Śląska i o tym, czym jest dom. I jeszcze o idealistach, którzy próbują ocalić przeszłość. Bo jeśli nie wiesz, skąd jesteś, nie wiesz, kim jesteś.

 

O pięknie budynków wznoszonych sercem, nie rozumem. O miłości do miejsca, z którego się wyszło. O wiejskiej architekturze dawnego Śląska. Dorota Brauntsch napisała książkę pełną wiedzy, a jednocześnie poetycką i nostalgiczną, w której domy są jak ludzie – Anna DziewitMeller

To świetnie napisana książka o racjach naszej egzystencji i języku, w jakim winniśmy o nich mówić. Wszak żyć, to mieszkać, a mieszkać nie można bez budowania. Budowania, a nie fabrykacji. Przeczytajmy tę opowieść o szacunku dla przedmiotów i dla przestrzeni. To rzecz o szkodach, jakie wyrządza agresywne pragnienie fałszywie pojętej nowoczesności – profesor Tadeusz Sławek

Rozumiem Dorotę Brauntsch – zajęła się tematem z ciekawości, a to najlepsza motywacja do pisania reportażu. Zakochała się w murowanych domach chłopskich z okolicy Pszczyny, tak jak ja zakochałem się w mojej Miedziance. I co najważniejsze – straciła dla nich głowę, ale nie rozum. W efekcie powstała piękna książka – podręcznikowy przykład reporterskiej czułości do tematu – Filip Springer

Patron publikacji:

Informacje dodatkowe

Waga 0.35 kg

Recenzje, nagrody

  • nagroda Burmistrza Pszczyny w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony kultury
  • nominacja do Nagrody Conrada
  • nominacja do nagrody Prezydenta Lublina za najlepszą książkę reporterską roku

1 opinia dla DOMY BEZDOMNE

  1. littelratura

    Pod koniec książki pada pytanie: „Dlaczego nasz świat przestał być na miarę człowieka?”. Po lekturze należałoby je raczej zamienić na stwierdzenie: nasz świat przestał być na miarę człowieka. Lub, mniej patetycznie: dlaczego człowiek nie chce już żyć w harmonii ze światem i musi go za wszelką cenę dostosować do siebie.

    I nie chodzi tylko o porzucenie fundamentalnych materiałów budowlanych, cegły, kamienia i drewna, na rzecz betonu, prefabrykatów, dużych i brzydkich cegieł, gwoździ… Chodzi także o zdradę tradycyjnej cegły „z ludzką twarzą” z modernistycznym monolityzmem i betonowością.

    Domy bezdomne rozgrywają się na styku kilku rzeczywistości. Z jednej strony przewija się dawna historia Pszczyny i okolic górnośląskich, gdzie przenikają się wpływy niemieckie i polskie. Z drugiej strony ta książka to hołd dla domu. Rozumianego nie jako miejsce do spania, ale jako miejsce do życia, przeciwieństwo modernistycznej koncepcji domu – maszyny do mieszkania.

    Wyłaniający się z książki mistycyzm domu jest wprost niesamowity. Nie raz słyszałem o domu z duszą, ale jeszcze nigdy nie przyszło mi takiego oglądać, a tym bardziej w takim być. Dom tworzą ludzie, mówią reklamy. To prawda: główną przyczyną kiczu, brzydoty i braku praktycyzmu są ludzie. Ale dom tworzą też ściany, czyli układ pomieszczeń, mózg, serce, kręgosłup i poszczególne odchodzące od niego kończyny. Wydawałoby się: truizm. Nie pozostaje zatem nic innego jak przejechać się na wieś i zobaczyć, jak daleko sięga ludzka wyobraźnia.

    Dorota Brauntsch, podejmując się pisania o ceglanej architekturze, nie jest w stanie uciec od problemu prześladującego polskie miasta, ale przede wszystkim wsie, czyli wszechobecnej brzydoty i identyczności. PRL-owskie kostki do mieszkania, budowane z byle czego, co akurat było pod ręką. Odstające całkowicie od krajobrazu. Jakby budujący nie widzieli, że ich projekty gryzą się z krajobrazem i budowali wyłącznie według swojej fantazji.

    (Miałem okazję mieszkać w takiej kostce. Robienie otworów w ścianach to zadanie na cały dzień. Wiercę – i trafiam na pręt zbrojeniowy. Przesuwam wiertarkę kilka centymetrów w prawo i wiertło wchodzi jak w masło. Wydmuchuję pył, jest czerwony. Stara dobra cegła).

    Dlatego autorka będzie pochylać się z szacunkiem nad każdą cegłą, a tych, którzy próbują kultywować dawne wzorce, budować harmonijnie z otaczającą rzeczywistością i na przekór trendom, nie potraktuje jak dziwaków czy odszczepieńców. Konstruowanie więźby bez użycia gwoździ? Tak, to jest możliwe i całkowicie wykonalne. Wypalanie własnych cegieł? Nierównych, niedoskonałych, ale jednocześnie z duszą, nie identycznych z taśmy? Na ilu z nich można znaleźć odcisk palca tego, który ją formował?

    Wątków jest znacznie więcej, ale każdy z nich można wpisać w ogólną koncepcję: dom i krajobraz tworzą nierozerwalną całość i jedno musi harmonizować z drugim. A jeśli nie harmonizuje – i to odnosi się do człowieka, bo krajobraz nie zawłaszcza, a człowiek owszem – to zakłóca równowagę i bezceremonialnie niszczy. Czy wymieranie pszczół może mieć związek z koncepcjami architektonicznymi? Otóż może.

    Cała książka zbudowana jest na wyrazistych kontrastach. Podejście autorki nie ma jednak nic wspólnego z niepotrzebnym „a drzewiej to lepiej bywało”. To raczej próba zapisania historii, opowiedzenia o tym, co z pozoru nie jest warte opowieści. Kto dzisiaj do końca zwraca uwagę na materiał, z którego zbudowany jest dom? Komu chce się bawić w długie i mozolne konstruowanie więźby dachowej? Domy bezdomne, powtórzę, są pisane z szacunkiem dla cegły, poszanowaniem dla koncepcji domu. Ale są również pochwałą życia wolnego, pełnego skupienia i refleksji nad rzeczami drobnymi.

    Domy bezdomne odpowiadają na pytania fundamentalne: jak mieszkać, żeby żyć? I jak budować, żeby mieszkać?

    Ogromnym atutem książki jest także strona techniczno-edytorska. Zintegrowana oprawa, biały papier (mógłbym jej nie czytać, tylko ją wąchać) oraz zdjęcia na rozkładówkach. Bardzo duży plus dla Wydawnictwa Dowody na Istnienie!

Dodaj opinię
1