• No products in the cart.
//BESTSELLERY/27 ŚMIERCI TOBY’EGO OBEDA

27 ŚMIERCI TOBY’EGO OBEDA

(1 opinia klienta)

Co ukryto pod kanadyjską mozaiką kulturową? Joanna Gierak-Onoszko kreśli obraz Kanady, który burzy nasze wyobrażenia o tym kraju.

 

Brak w magazynie

Kup E-BOOK 21.00 
Kategoria: Tag:

Autor: JOANNA GIERAK-ONOSZKO

Seria: Reporterska

Rok wydania: 2019

Liczba stron: 343

Okładka: Zintegrowana

ISBN: 9788365970343

Opis

Reportaż nagrodzony NIKE Czytelników!

To też jest Kanada: siedem zapałek w słoiku, sny o czubkach drzew, powiewające na wietrze czerwone suknie, dzieci odbierane rodzicom o świcie. I ludzie, którzy nie mówią, że są absolwentami szkół z internatem. Mówią: jesteśmy ocaleńcami. Przetrwaliśmy.

– Zniszczono cały nasz naród. Nigdyśmy się nie podnieśli. W Europie ekscytujecie się modą na Kanadę, bo patrzycie na nią przez kolorowe skarpetki naszego nowoczesnego premiera. Ale prawda mniej się nadaje do lajkowania – powiedział autorce jeden z bohaterów tej książki.

Joanna Gierak-Onoszko spędziła w Kanadzie dwa lata, sprawdzając, co ukryto pod tamtejszą kulturową mozaiką. W swoim reportażu autorka kreśli obraz Kanady, który burzy nasze wyobrażenia o tym kraju.

Dlaczego Kanada ściąga dziś z pomników i banknotów swoich dawnych bohaterów? Jak to możliwe, że odbierano tam dzieci rodzicom? Czyja ręka temu błogosławiła?

27 śmierci Toby’ego Obeda to reporterska opowieść o winie i pojednaniu, zbrodni bez kary i ludziach, którzy wymykają się przeznaczeniu.

 

Książka dostępna także w formie audiobooka w zaprzyjaźnionej Audiotece: https://audioteka.com/pl/audiobook/27-smierci-tobyego-obeda

Informacje dodatkowe

Waga 0.35 kg

Recenzje, nagrody

  • nagroda Nike Czytelników 2020
  • Nagroda Magellana w kategorii książka reportażowa roku 2020
  • nominacja do Nagrody Literackiej NIKE (finał)
  • nominacja do nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za najlepszych reportaż literacki (finał)
  • nominacja do Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza za najlepszy debiut 2019 roku
  • nominacja do Nagrody Conrada
  • nominacja do Nagrody im. Beaty Pawlak
  • nominacja do nagrody Odkrycia Empiku 2019 w kategorii literatura
  • E-book Roku 2019 w plebiscycie czytelników portalu Publio.pl
  • nominacja do nagrody Prezydenta Lublina za najlepszą książkę reporterską roku
  • nominacja w plebiscycie czytelników portalu LubimyCzytać.pl w kategorii literatura faktu, publicystyka
  • najlepszy reportaż 2019 roku w plebiscycie Czytelników zorganizowanym przy okazji nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego.
  • najlepszy reportaż roku 2019 roku według studenckiego jury studentów Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego
  • najlepszy reportaż 2019 roku według studenckiego jury nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, w skład którego weszli redaktorzy magazynu „Nowy Folder” afiliowanego przy Fundacji Centrum Badań i Edukacji im. Ryszarda Kapuścińskiego

 

Umówmy się, że – od teraz – jeśli debiut reporterski, to właśnie taki. Że co jakiś czas trzeba odłożyć książkę, by wziąć głębszy oddech, bo kręci się człowiekowi w głowie od historii, które czyta. Z życia, przerażająco prawdziwych. A do tego ten język, tak sprawny, tak chwilami błyskotliwy, z takim zaskakującym doborem słów, że zazdrość zżera. – Michał Nogaś, Nogaś Na Stronie (FB)

Dostaje się od tej lektury dreszczy i mdłości i nie wiem, jak bardzo odchorowała to autorka, ale nie wyobrażam sobie, żeby dało się tego uniknąć. Tym większy szacunek mam dla niej za tę katorżniczą robotę. Lektura obowiązkowa. – Jacek Dehnel

To jest uniwersalna opowieść o tym, że z dzieckiem można zrobić wszystko i że sprawcy są bezkarni tak długo, jak długo nie mają nad sobą kontroli. – Joanna Wróżyńska, Wyborcza.pl

Czytając tę książkę, chcielibyśmy wierzyć, że to, co w niej znajdujemy, jest zmyśleniem. Kiedy jednak historie o maltretowaniu i wykorzystywaniu opowiadają zgodnie tysiące ludzi, trudno podejrzewać, że jest to konfabulacja. Kanada dołączyła do wielu utraconych rajów późnej nowoczesności. – Paweł Majewski, Kultura Liberalna

Joanna Gierak-Onoszko zagląda pod podszewkę dobrego piaru. Łącząc publicystykę z chwytami literackimi, opowiada historię o państwie mierzącym się z bolesną przeszłością, które „nie wstaje z kolan, lecz pochyla czoło”. – Agata Szczerbiak, „Polityka”

Pomiędzy winą, poczuciem sprawiedliwości i nieprzepracowanym nigdy żalem z powodu odrzucenia znajdzie się także obraz nowoczesnego państwa gotowego wziąć odpowiedzialność za mroki przeszłości. Państwa, które mierzy się z tymi mrokami na różnych poziomach – od języka po politykę. – Jarosław Czechowicz, KrytycznymOkiem.pl

Wydania zagraniczne

  • Język czeski, przekład Tadeáš Dohňanský, Wydawnictwo Absynt

1 opinia dla 27 ŚMIERCI TOBY’EGO OBEDA

  1. blog “Czytam duszkiem”

    Kojarzycie smak słodkiego syropu klonowego? To kanadyjski rarytas. Kojarzycie piękne kolory drzew jesienią nad Rzeką Św. Wawrzyńca? To kanadyjski pejzaż jak z bajki. A kojarzycie, że w Kanadzie w imię Boga i prawa wydzierano dzieci rodzicom i umieszczano w tzw. „szkołach” z internatem, gdzie były głodzone, bite, wykorzystywane i molestowane, czyli nabierały cywilizacyjnej ogłady?
    „27 śmierci Toby’ego Obeda” Joanny Gierak-Onoszko pokazuje drugą twarz Kraju Klonowego Liścia, surową i bez retuszu. Tytułowy Toby to jeden z ocaleńców, jak siebie określają osoby, które przeżyły pobyt w „szkole” z internatem. Zabrano go rodzicom, gdy miał zaledwie 4 latka, wówczas umarł po raz pierwszy. Toby urodził się jako Inuk, ale „dzikusa Północy” próbowano ukształtować na wzór i podobieństwo ułożonych cywilizowanych katolików, w efekcie po latach „szkolnego” formatowania nauczył się tylko jednej, ale niezwykle przydatnej umiejętności, że aby żyć, trzeba zacięcie walczyć, więc na razie żadna z kolejnych śmierci, która odważyła się po niego sięgnąć, nie pokonała go na tym świecie.
    Historia Toby’ego jest zaledwie kroplą w morzu przetrąconych losów dzieci rdzennych mieszkańców Kanady. Nie pamiętają rodziców, nie wiedzą, co to znaczy czułość, nie mają wspomnień z dzieciństwa, kiedy przytulali się do mamy czy trzymali szorstką dłoń taty. Mają za to problemy z osobowością, przystosowaniem społecznym, mają traumatyczne sny, w których powracają koszmary z internatu, gdzie ich bito, głodzono, dręczono, gwałcono. Nie wiedzą, kim są, bo odarto ich z własnego ja, różańcem wybito tożsamość, siłą wyrugowano ze społeczności. Robiono to dekadami, systemowo, zgodnie z prawem. Dlaczego? Ponoć takie były czasy…
    Gierak-Onoszko przedstawiła historie kilkunastu ocaleńców, pokazała drogę każdego z nich, opowiedziała indywidualny los. Ale te historie nie są zawieszone w próżni, bowiem autorka nakreśliła również tło historyczne, zebrała przemiany, jakim podlegał kraj, jak kształtował się system, który tak bezlitośnie kaleczył dziecięce serca. Dała też czytelnikowi obraz Kanady tu i teraz, która stara się naprawiać wyrządzone krzywdy. Ostatnia placówka z internatem zamknęła swe podwoje zaledwie w 1996 r., a przez tryby systemu przeszło ok. 150 tys. dzieci. Obraz jest więc szeroki, choć by był kompletny, brakuje tylko przyszłości. Jednak tej nie zna obecnie nikt, bo nikt nie wie, jak kiedy i czy w ogóle uda się zrekompensować stracone dzieciństwo i utraconą godność. Droga do pojednania jest żmudna, ale najważniejsze, że Kanadyjczycy wiedzą, co się działo z dziećmi rdzennych mieszkańców i starają się przepracować niechlubne fakty, by w przyszłości nie popełnić podobnych błędów.
    Kanadyjczycy oswajali się z wiedzą o internatach powoli. Pierwsze informacje pojawiły się po wojnie. Wkrótce jednak temat zanikł, topniał jak śnieg w Jukonie, by po latach uderzyć w słowach znanego polityka Phila Fontaine’a, który dokonał swoistego coming outu, wyznając publicznie, że on także jako dziecko internatu był tam molestowany seksualnie, a później „wykorzystywany (…) sam wykorzystuje, a maltretowany maltretuje”*). Tak oto ofiara staje się katem. Jego szept był najdonośniejszym głosem w sprawie szkół z internatem. Po nim ruszyła lawina nie mniej poruszających wyznań. Kanadyjczycy co rusz łykali gorzki wstyd i pochylali głowy w pokorze, a Raport Komisji Prawdy i Pojednania, który kompleksowo obnażył masowość i intensywność zjawiska, powalił ich narodową dumę na kolana. Świeckim urzędnikom w przeciwieństwie do kościelnych hierarchów łatwiej przyszło uporać się z fałszywym przekonaniem, że aby zachować twarz, lepiej milczeć. Justin Trudeau, premier Kanady, prosił o wybaczenie, ale do tej pory nie padło słowo „przepraszam” wypowiedziane przez papieża. A przeważająca większość internatów prowadzona była przez Kościół. Stwierdzenie, że sumienie się miewa, nabiera w tym kontekście aktualności, mimo że ta kategoria moralna nie odnosi się do organizacji. Choć zaistniała sytuacja udowadnia, że do ludzi też nie zawsze.
    Gierak-Onoszko zebrała w swojej książce fakty, przeprowadziła czytelnika przez indywidualne cierpienie, przez tłumioną latami gorycz, poranione nadzieje i podejmowane próby porozumienia. Ciężar tych informacji jest przytłaczający. Autorka wprawdzie zwykle krótką wzmianką zapowiada nadchodzącą tragedię, więc co do zasady odbiorca nie powinien czuć się zaskoczony tym, czego za chwilę stanie się świadkiem, tymczasem każdy kolejny rozdział spada na niego jak głaz i gruchocze mu świadomość. Bo na ten rozmiar tragedii nie można się przygotować. Nie można się z nią oswoić. Nie można się przyzwyczaić.
    Czytającego tu i ocaleńca tam, choć rozdzielonych latami czasu, przestrzenią oceanu i w różnych domach, zaczyna podczas lektury łączyć most zbudowany z piekących cierni. Przeżycie, gdy czytelnik z drgającymi ramionami i dławiącymi łzami pochyla się nad dziecięcą krzywdą, sam zapadając się do dna bezradności, daje poczucie jednoczenia się w rozpaczy i współdzielenia ogromu niesprawiedliwości. Gdy czyta, jak już dorosły ocaleniec nadal sam umniejsza swoje nieszczęście i usprawiedliwia oprawcę, mówiąc, że bicie trwało przecież krótko, nie bardzo bolało albo zdarzało się tylko czasami, wciąż nie potrafi zrozumieć rozmiaru wyrządzonego zła, które do tej pory przynosi zatrute owoce. „Bili nas z dużą troską.”*) – powie jeden z ocalonych, przywołując wspomnienia dotyczące zadziwiająco skutecznego narzędzia w postaci zwykłej linijki uderzającej krawędzią: „(…) na dziecięcych dłoniach skóra szybko pękała. Zakrwawiona linijka świszczała, a po chwili przecinała powłoki kolejnego dziecka (…)”*) To jeden z łagodniejszych opisów.
    Gierak-Onoszko przedstawiła wykorzystanie fizyczne, seksualne, kulturowe, duchowe, emocjonalne i… zostawiła je bez komentarza. Ten brak dygresji, dopełnienia w postaci oceny jest charakterystyczny dla autorki, która precyzyjnie oszczędna w stylu skupia się aż do rdzenia słowa na sile przekazu. Podobnie dzieje się, gdy przedstawia obecne działania Kanady i to, w jaki sposób jej mieszkańcy odrabiają zaległą lekcję wrażliwości, próbując zniwelować podziały. W pierwszej kolejności zaczynają od słów, czyli unikają języka, który rani i stygmatyzuje. Wypełniają braki, zasypują luki w relacjach, choć nie oznacza to, iż nie zdarzają się potknięcia, bo przecież nie każdy chce żyć własną, a co dopiero cudzą traumą dzieciństwa. Najważniejsze, że nie odwracają wzroku, że nie unikają faktów, że chcą zmierzyć się z niewygodną dla nich, ale jednak prawdą.
    W „27 śmierciach Toby’ego Obeda” Joanny Gierak-Onoszko czytelnik pozostawiony jest twarzą w twarz z nagimi faktami. Stoi przed nimi jak niewinne dziecko wznosząc ufnie oczy na opiekuna w internacie. Pierwsze, co czuje, to niedowierzanie, że to działo się naprawdę. Zaraz przychodzą do głowy skojarzenia z Holokaustem. Jak to? – pyta. – Ta zagłada niczego nas nie nauczyła? Kanada – kraj mlekiem i syropem klonowym płynący, tolerancyjny, otwarty, z jednym z najwyższych indeksów komfortu życia stworzył mechanizmy pozwalające krzywdzić dzieci, umożliwiające destrukcję całych rodzin, wymazywanie kultur? Ile wytrzyma serce czytelnika przy tej lekturze? Mimo bólu powinno dać od siebie jak najwięcej, by zapamiętać, że są granice, których przekraczać nie wolno, zwłaszcza tym, którzy powinni opiekować się bezbronnymi, o nich dbać i ich chronić. Mimo bólu powinno dać od siebie jak najwięcej, by zapamiętać, kim są ci, którzy odważyli się pokonać strach i przekroczyli niebezpieczną linię wypartych wspomnień. Mimo bólu powinno dać od siebie jak najwięcej, by mieć świadomość, że Inuk znaczy człowiek i to brzmi dumnie.
    *) Joanna Gierak-Onoszko „27 śmierci Toby’ego Obeda”

Dodaj opinię
1